🏔️ Te dni zmieniły mnie na zawsze …

Są w życiu chwile, kiedy słowa tracą na znaczeniu, a w klatce piersiowej rozlewa się niewyobrażalna radość, duma i wdzięczność. Wracam z pierwszej alpejskiej wyprawy z Fundacją Szerpowie Nadziei i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć jedno:

Te dni zmieniły mnie na zawsze. Dały mi potężną wiarę we własne siły i możliwości oraz pokazały, jak wielką moc ma wsparcie ludzi dobrej woli. 

Moje alpejskie „pierwsze razy”

Ta wyprawa była dla mnie pasmem niesamowitych doświadczeń, z których większość przeżywałem po raz pierwszy w życiu:

  • pierwszy biwak na wysokości 1300 m n.p.m. na kempingu w Täsch – zapach górskiego powietrza i ekscytacja przed tym, co miało nadejść. 
  • pierwsze przekroczenie magicznej granicy 3000 m n.p.m. na Rothornhütte (3180 m n.p.m.). 
  • pierwsze tak ogromne przewyższenie – aż 1600 metrów w górę!
  • pierwszy spacer po lodowcu
  • i wreszcie pierwsza tak niewiarygodna wysokość: zdobyte 3960 m n.p.m.!

Gdy stałem na lodowcu, patrzyłem na otaczające mnie czterotysięczniki i oddychałem rzadkim alpejskim powietrzem, czułem rozpychającą od środka dumę i satysfakcję. Udowodniłem sobie, że bariery istnieją tylko po to, by je pokonywać.


Rozmowy, dzielenie się pasją i czysta przyjaźń

Najpiękniejsze w tej drodze nie były jednak same cyfry, przewyższenia czy metry nad poziomem morza. Były nimi relacje i budowana z każdym krokiem prawdziwa wspólnota💪🫂. Podczas wielogodzinnych podejść, krótkich odpoczynków na szlaku i klimatycznych, wspólnych wieczorów dzieliliśmy się swoimi historiami. To nie była opowieść jednego aktora – każdy z nas wnosił do grupy kawałek swojego świata, swoje marzenia, wyzwania i trudniejszą codzienność. Słuchaliśmy się nawzajem z ogromnym zrozumieniem i empatią, tworząc przestrzeń, w której każdy mógł być w 100% sobą.

Atmosferę rozgrzewał niesamowity humor 🤣, masa dowcipów i słownych docinek, które tylko zacieśniały nasze więzi. Górski trud i wspólne zmęczenie błyskawicznie skracają dystans, dając wszystkim ogromny dystans do samych siebie i do nieprzewidzianych sytuacji na trasie. Wspólny śmiech do łez był naszym najlepszym paliwem w momentach słabości.

Miałem też wielką przestrzeń, by opowiedzieć o tym, co mi w duszy gra. Kto mnie zna, ten wie, z jak ogromną miłością darzę pociągi! Kiedy we wtorek spacerowaliśmy po Zermatt, z zapartym tchem wypatrywałem składów wyjeżdżających prosto z wnętrza skał, a zwieńczeniem dnia była wymarzona przejażdżka alpejską koleją. Dzielenie się tą czystą, dziecięcą radością z ludźmi, którzy słuchali mnie z otwartym sercem, dało mi niewiarygodne poczucie akceptacji, bezpieczeństwa i prawdziwej przyjaźni.❤️

Trudna decyzja na 3960 m n.p.m. – Troska, opiekuńczość i altruizm

W czwartek ruszyliśmy na podbój Breithorna. Wpięci w liny, w rakach, brnęliśmy przez śnieg przy oślepiającym słońcu. Tuż przed ostatecznym podejściem mego Tatę dopadła jednak choroba wysokościowa. 

W tamtej minucie marzenie o szczycie zeszło na dalszy plan. Zamiast żalu czy rozczarowania, pojawiły się najpiękniejsze ludzkie odruchy: głęboka troska, opiekuńczość i altruizm. Zdrowie i bezpieczeństwo Taty były dla nas wszystkich bezwzględnym priorytetem. Zapadła dojrzała decyzja o odwrocie. 

Zeszliśmy z wysokości 3960 m n.p.m. z podniesioną głową i uśmiechem na twarzy. Bo prawdziwym szczytem tamtego dnia była nasza wzajemna miłość, odpowiedzialność i pokora wobec gór. 

Zmieść strach, zostawić zachwyt🌉

Na zakończenie naszej alpejskiej przygody przeszliśmy po niesamowitym, wiszącym moście Karola (Charles Kuonen Suspension Bridge) – 494 metry długości, zawieszone 85 metrów nad przepaścią! Ten spacer w chmurach był idealnym domknięciem wyjazdu. 

Wracam do domu z nie schodzącym z twarzy uśmiechem, bogatszy o nowe przyjaźnie, niesamowite wspomnienia i niezniszczalną wiarę we własne siły. Alpy pokazały swoją potęgę, ale nasza grupa pokazała jeszcze większą moc – moc wspólnoty, miłości i ludzkiego dobra. Mój Bieg do Normalności zyskał zupełnie nowy rytm!

Dziękuję Wam – Ludzie Dobrej Woli!🙏🏼

Z całego serca chcę podziękować wszystkim, dzięki którym ten cud mógł się wydarzyć:

  • 🧡Fundacji Szerpowie Nadziei, Darczyńcom i Wolontariuszom – za to, że codziennie udowadniacie, iż na świecie jest mnóstwo dobra, a Wasze wsparcie pozwala nam sięgać nieba.
  • 🛡️Mariuszowi „Mańkowi” Hyżemu – Bracie, Twoja zimna krew, profesjonalizm, wiedza i czujna opieka nad Tatą w najtrudniejszym momencie na wysokości były nie do przecenienia. Dałeś nam poczucie pełnego bezpieczeństwa i spokój. 
  • ⚡Gosi Izydorskiej, Łukaszowi Słomie, Przemkowi Rudnickiemu, Mariuszowi „Mańkowi” Hyżemu – za Wasze tytanowe ramiona, wsparcie na szlaku, każde dobre słowo, bezgraniczne ciepło i za to, że po całym tym stresie znaleźliście jeszcze siłę, by ruszając w ekspresowym tempie zdobyć szczyt! 
  • 🌟Leszkowi Paluchowi i Łukaszowi Słomie – za pomysł, wiarę we mnie i podarowanie szansy na udział w tej historycznej, pierwszej alpejskiej wyprawie Szerpów Nadziei. 

Jeżeli jest jakiś punkt wyprawy o którym chcecie poczytać szerzej dajcie znać w komentarzu.👇

Komentarze