19, 20/28 Karpackie otwarcie i listopadowy „pion” na Czupel
Sudety oficjalnie za nami, więc długi listopadowy weekend (9-10.11.2025) spędziliśmy na inauguracji podboju Karpat. Plan był prosty: dwa szczyty Korony Gór Polski, cała ekipa w komplecie i pogoda, która choć poskąpiła słońca, to na szczęście oszczędziła nam ulewy.
Dzień 1: Lubomir (904 m n.p.m.) – Beskid Makowski
Zaczęliśmy 9 listopada od Lubomira. Wybraliśmy klasykę: czerwony szlak z Przełęczy Jaworzyce. Szło się nam nadzwyczaj sprawnie – cała nasza „drużyna pierścienia” (Rodzice, Pańcia, Janek, Kamil i Jarek) trzymała równe tempo.
Na szczycie przywitało nas zamknięte Obserwatorium Astronomiczne im. Tadeusza Banachiewicza. Choć nie udało się zajrzeć do środka i spojrzeć w gwiazdy (przy tym zachmurzeniu i tak widzielibyśmy głównie odcienie szarości), to klimat miejsca robi wrażenie. Szybka fotka, pieczątki do książeczek i ruszyliśmy w dół, myślami będąc już przy kolejnym dniu.
Dzień 2: Czupel (933 m n.p.m.) – Beskid Mały

10 listopada to był już wyższy poziom wtajemniczenia. Zamiast grzecznie trzymać się szlaków, postawiliśmy na wariant „przygodowy”. Start: miejscowość Czulaki.
To nie był spacer, to było konkretne podejście na przełaj. Pod górę szliśmy niemal pionowo, sprawdzając wydolność naszych płuc i kolan. Janek z Kamilem dzielnie dotrzymywali kroku, a tata Jarek czuwał nad tempem naszej małej karawany. Choć było pochmurno i mgliście, las w tej jesiennej odsłonie miał w sobie coś magicznego. Na szczycie Czupla czekała na nas satysfakcja z pokonania tej nietypowej
trasy i kolejne cenne potwierdzenie do KGP.






Komentarze
Prześlij komentarz