16, 17/28 Cześć, Sudety! Ostatnie pieczęcie w KGP: Szczeliniec i Orlica

Koniec wakacji, ale to wcale nie oznacza końca przygód! Wróciliśmy! I to w doborowym towarzystwie, bo z Jankiem i jego rodziną. Po takiej przerwie potrzebowaliśmy czegoś na rozgrzewkę, a idealnie w ten schemat wpasowały się Szczeliniec Wielki i Orlica – nasze ostatnie dwa szczyty z Sudetów do Korony Gór Polski!

Te dwie góry to typowi "górscy celebryci" weekendowych wypadów, przyciągający tłumy turystów. Zwłaszcza Szczeliniec. Dlatego właśnie on poszedł na pierwszy ogień, a plan był prosty: wejść stosunkowo wcześnie, by uniknąć porannego zgiełku.

Szczeliniec – sprint do nieba

Start z Pasterki, żółtym szlakiem, by później odbić na zielony i szybko wrócić. Jak ustaliliśmy, tak zrobiliśmy. Żwawym tempem, z uśmiechami na ustach, opowiadając sobie wakacyjne przygody, dosłownie w ekspresowym tempie zdobyliśmy szczyt!

Widok z platformy widokowej to zawsze spektakl, ale muszę przyznać – to była wizyta "na żądanie" Korony. Szybka fotka, pieczątka i powrót. Nawet nie było sensu wyciągać kanapek. Żałuję tylko, że nie przeszliśmy przez słynny Skalny Labirynt! Ale co tu zrobić z naszą Pańcią (psem)? Kiedyś muszę tu wrócić i pobłądzić wśród Piekła i Nieba, by poczuć ten niepowtarzalny klimat Gór Stołowych. To jest już cel na kolejne solo wyjście!

Orlica – wieża i zasłużona kanapka

Orlicę zaś zdobywaliśmy od parkingu przy Sołtysiej Kopie, zielonym szlakiem. Trasa była luźniejsza, czasami prowadzona wzdłuż ścieżek rowerowych. To już była spokojniejsza wędrówka.

Na szczycie, który jest dość łagodny, musieliśmy obowiązkowo zrobić postój na porządny posiłek. Bo przecież przed nami było jeszcze wejście na nową wieżę widokową! Panorama z niej jest obłędna – widać całe otoczenie Dusznik-Zdrój i Zieleńca. Idealne zakończenie tej podwójnej misji.

Krótko, ale z przytupem!

Wycieczka krótka, ale ciekawa i przede wszystkim zamykająca rozdział Sudetów w naszym dzienniku KGP! Pozostaje ten mały niesmak labiryntu na Szczelińcu, ale to jest właśnie urok Korony – zawsze pozostaje jakiś powód, by wrócić w dany rejon.

Komentarze