14/28 Babia Góra – królowa Beskidów i nasz "czarny koń"
Sudety już praktycznie zaliczone, więc przyszła pora na Beskidy. Zaczynamy z przytupem, od razu celując w samą królową – Babią Górę. Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwe zadanie, ale po to właśnie są wyzwania!
Nasza strategia była prosta: wejście od strony Słowacji żółtym szlakiem.
Dlaczego akurat tak? To opcja trochę łagodniejsza i idealna na rozgrzewkę. Ale co najważniejsze, tylko tą trasą można wejść z psem. A Pańcia, to prawdziwy "czarny koń" tej wyprawy. Jej energia i merdający ogonek motywują do działania, choć czasami i ona potrzebowała wsparcia, zwłaszcza w ataku szczytowym.


Sama trasa dość długa i zróżnicowana. Zaczęło się łagodnie, ale później czekało nas ciągłe podejście. Na szczęście po drodze mogliśmy złapać oddech w wiatach, co pozwoliło nam nabrać sił przed kolejnymi podejściami. Te widoki, które pojawiały się za każdym zakrętem, były najlepszą nagrodą za wysiłek.
Gdy w końcu dotarliśmy na szczyt, czułem ogromną dumę.Satysfakcja była podwójna – ze zdobycia szczytu i z faktu, że dokonałem tego z Pańcią u boku. Ona oczywiście najbardziej cieszyła się z ulubionego smakołyka - kabanosa, na który w pełni zasłużyła.
Ta wyprawa to coś więcej niż odhaczenie kolejnego szczytu z listy Korony Gór Polski. To kolejny dowód na to, że nawet z małym, czworonożnym kompanem można realizować wielkie plany i czerpać z życia pełnymi garściami.
Jak myślicie, który szczyt powinniśmy wybrać następnym razem?








Komentarze
Prześlij komentarz