10/28: Dziesiąty krok do Korony – Śnieżnik zdobyty! 🏔️🐾

To był ważny moment w moim „Biegu do normalności”. Dziesiąty szczyt! Tym razem padło na Śnieżnik (1423 m n.p.m.), czyli najwyższy punkt Masywu Śnieżnika. To góra, która ma w sobie coś majestatycznego, a wyprawa na nią była kolejną lekcją wytrwałości.

Start spod Jaskini Niedźwiedzia

Naszą wędrówkę zaczęliśmy w Kletnie, wybierając żółty szlak od Jaskini Niedźwiedzia. To podejście prowadzące doliną Kleśnicy, które z każdym kilometrem pnie się coraz ostrzej w stronę schroniska. 


Pogoda jak na luty była bardzo zaskakująca. Na dole przywitała nas niemal wiosna – całkowity brak śniegu i przyjemna aura. Jednak góry szybko przypomniały nam, że to wciąż zima. Im wyżej byliśmy, tym bardziej krajobraz się zmieniał. 

Lodowe wyzwanie na górze ❄️⚙️

Wyżej Śnieżnik stał się bardziej wymagający. O ile na dole szliśmy po suchym podłożu, o tyle na górze czekał na nas zlodzony śnieg. To był moment, w którym trzeba było użyć raczków.

Wieża na szczycie

Głównym punktem na samej górze była nowa wieża widokowa. Choć tym razem nie trafiliśmy na oszałamiające widoki, to widoczność nie była zła i mogliśmy poczuć ogrom Masywu Śnieżnika. Sama konstrukcja ze szkła i stali robi wrażenie, zwłaszcza gdy wyłania się z surowego, zimowego krajobrazu. 

Statystyka: 10/28. Dziesięć szczytów za mną! To już niemal połowa drogi po Koronę Gór Polski. Każda taka wyprawa z Jankiem i całą ekipą to dla mnie coś więcej niż tylko turystyka – to pokonywanie kolejnych barier i udowadnianie sobie, że mogę osiągać wyznaczone cele.

A Wy jak podchodzicie do nowej wieży na Śnieżniku - blender? Pasuje do tej góry, czy wolicie ją w wersji sprzed budowy? Dajcie znać w komentarzach!👇

Komentarze