9/28 Nocna przygoda na Śląskim Olimpie! Ślęża 🏔️🔦
Kto powiedział, że góry zdobywa się tylko za dnia? Tym razem postanowiliśmy rzucić wyzwanie ciemności i zdobyć Ślężę (718 m n.p.m.) w iście przygodowym stylu. To był nasz dziewiąty szczyt do Korony Gór Polski i muszę przyznać, że ta góra, choć blisko Wrocławia, potrafi zaskoczyć!
Szlakiem przez Olbrzymki
Wystartowaliśmy z Przełęczy Tąpadła, ale zapomnijcie o nudnej drodze na skróty. Wybraliśmy ambitny wariant: najpierw zielonym szlakiem przez Skalne Capki i Skalne, a następnie niebieskim przez Olbrzymki.
Jak na 25 stycznia, pogoda była dla nas wyjątkowo łaskawa – było bardzo dobrze, co pozwoliło nam cieszyć się trasą. Ślęża bywa zdradliwa i śliska, ale kamieniste podejścia przez Olbrzymki to był dla mnie świetny trening. Każdy krok na tych skałkach to kolejna lekcja równowagi i siły, którą wypracowuję na treningach wspinaczkowych.
Magia czołówek
Największa frajda zaczęła się, gdy słońce schowało się za horyzontem. Plan był jasny: schodzimy z czołówkami. Widok lasu rozświetlonego tylko naszymi światłami i świadomość, że jesteśmy tam razem z Jankiem i ekipą, dawały niesamowity zastrzyk energii. W takich warunkach trzeba się jeszcze bardziej skupić na każdym kroku, co dla mojego „Biegu do normalności” jest genialnym wyzwaniem.
Szczyt i duma
Na szczycie tradycyjnie przywitaliśmy się z kamiennym niedźwiedziem. Może Ślęża nie jest najwyższa w Koronie, ale jej zdobycie po zmroku, wybierając trudniejsze technicznie szlaki, dało mi ogromną satysfakcję.
Statystyka: 9/28. Kolejna pieczątka w książeczce, kolejna wspólna wyprawa z Jankiem i kolejny dowód na to, że bariery istnieją tylko po to, żeby je pokonywać – nawet po ciemku!
A Wy? Chodzicie po górach nocą, czy wolicie widoki w pełnym słońcu? Ślęża z czołówką ma w sobie coś magicznego! 👇








Komentarze
Prześlij komentarz