8/28 Ucieczka do słońca! Śnieżka zdobyta w blasku słońca🏔️☀️
Jeżeli ktoś myślał, że na Śnieżkę wjedziemy wyciągiem, to znaczy, że nas nie zna! Wybraliśmy ambitną trasę od czeskiej strony, startując z Pomezní Boudy. To był mój ósmy szczyt do Korony Gór Polski i muszę Wam powiedzieć, że Karkonosze przygotowały dla nas spektakl, którego nie zapomnę.
Mroźny start i magiczna granica
Zaczęło się surowo. Na dole, w drodze do schroniska Jelenka, trzymał mocny mróz. Szliśmy skupieni, rozmawiając z Jankiem, Pańcia pilnowała, żeby nikt nie został w tyle w tym chłodzie. Ale potem wydarzyło się coś niesamowitego – trafiliśmy na inwersję!

Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zostawiliśmy mróz w dolinach. Powyżej Jelenki wyszliśmy ponad chmury. Temperatura skoczyła na "+", a nas zalało ostre, górskie słońce. Nie było mowy o mgle – widoczność była obłędna!
Test równowagi na lodowym dywanie ❄️⚙️
Mimo że zrobiło się ciepło, szlak nie stał się łatwiejszy. Trawers Czarnej Kopy był pokryty twardym, zdradliwym lodem. Tata Janka, Jarek, zdecydował: ubieramy raczki. Zarówno ja, jak i chłopcy, założyliśmy je bez żadnego marudzenia. Wiedzieliśmy, że na tym lodowym „lustrze” to jedyna droga do celu.
To był dla mnie genialny trening. Dzięki wspinaczce, którą trenuję na co dzień, czułem się pewnie. Każdy krok w raczkach, gdy pod stopami miałem lód, a nad głową błękitne niebo, dawał mi ogromną satysfakcję. Cieszyłem się, że moje nogi tak świetnie pracują, a ja mogę iść ramię w ramię z moją ekipą, chłonąc to niespodziewane ciepło.
Królowa Śnieżka w pełnej krasie 👑✨
Kiedy stanęliśmy na szczycie Śnieżki (1602 m n.p.m.), widok zapierał dech. Żadnej mgły! „Spodki” obserwatorium i kaplica św. Wawrzyńca lśniły w słońcu, a pod nami rozpościerało się morze chmur, z którego wystawały tylko najwyższe szczyty.
Statystyka: 8/28. Ten szczyt pokazał mi, że warto walczyć i iść pod górę, nawet gdy na dole jest szaro i mroźno. Bo tam wyżej, nad chmurami, zawsze czeka słońce. To nie tylko kolejna pieczątka – to dowód na to, że mój „Bieg do normalności” ma sens i daje mi siłę, o jakiej wcześniej tylko marzyłem.
Powrót z „ładowaniem baterii”
Zejście w tym słońcu było czystą przyjemnością, choć lód wciąż wymagał czujności. Janek jak zwykle dbał o świetny humor, a ja czułem, że naładowałem baterie na długi czas. To był trudny, techniczny szlak, ale w takiej oprawie każda kropla potu była tego warta.
A Wy? Mieliście kiedyś okazję trafić na inwersję w górach? To uczucie, gdy na szczycie jest cieplej niż w dolinie, jest nie do opisania! Piszcie w komentarzach! 👇
p.s. tradycja pajacyków podtrzymana











Komentarze
Prześlij komentarz