5/28 Biskupia Kopa – Lekcja Wspinaczki i Przyjaźni

W ten nowy rok ruszyliśmy w góry, a naszym celem była Biskupia Kopa. Już sama droga z Jarnołtówka, wąwozem Bystrego Potoku, była zapowiedzią przygody. Zaczęło się spokojnie, od łagodnego podejścia wzdłuż potoku. 


W pewnym momencie natknęliśmy się na tabliczkę, która informowała, że w tym miejscu kiedyś znajdowała się skocznia narciarska. Moja wyobraźnia nie potrafiła tego objąć. "Gdzie lądowanie?" – zastanawiałem się, widząc stromy wąwóz. Wtedy podjęliśmy decyzję: urozmaicimy sobie wycieczkę i podejdziemy pod górę przecinką, która niegdyś była najazdem skoczni. Podejdziemy to bardzo delikatnie powiedziane, bo momentami łatwiej było iść na czworaka.


Po zdobyciu "skoczni" zrobiło się znacznie łatwiej. Szliśmy pięknym, żółtym szlakiem, zwanym Drogą Saperów. Ja, Janek i Pańcia mieliśmy gdzie poszaleć. Wybuchy śmiechu i żarty niosły się po szlaku, a my rozmawialiśmy na każdy możliwy temat. Po chwili doszliśmy do podejścia na Srebrną Kopę, a w oddali widać już było cel naszej wędrówki – Biskupią Kopę. Graniówka dała nam popalić. Lodowaty wiatr i padający śnieg utrudniały marsz, ale satysfakcja z pokonywania tych trudności była bezcenna. Choć Biskupia Kopa nie jest najwyższą górą, w zimowych warunkach czuć, że to szczyt z prawdziwego zdarzenia.

Dalsza droga to zejście do Przełęczy pod Kopą i ponowne podejście. Niby nic, ale oblodzony szlak nie ułatwiał zadania. Czułem, jak każdy krok wymagał dodatkowej koncentracji, ale dzięki temu byliśmy jeszcze bardziej zgrani.


Dalsza droga to zejście do Przełęczy pod Kopą i ponowne podejście. Niby nic, ale oblodzony szlak nie ułatwiał zadania. Czułem, jak każdy krok wymagał dodatkowej koncentracji, ale dzięki temu byliśmy jeszcze bardziej zgrani.



Samo schodzenie było już czystą przyjemnością. Po drodze dużo się śmialiśmy i witaliśmy z innymi turystami, którzy dopiero wchodzili na szczyt. W końcu dotarliśmy do słynnej "drabinki". To była moja pierwsza górska drabinka do pokonania! Początkowo miałem obawy, ale szybko okazały się one bezpodstawne. Zrozumiałem wtedy, że największe ograniczenia mamy we własnych głowach.


Więcej można poczytać w relacji taty Janka: link

Komentarze