KGP 1/28 Jagodna, białe łapki i siła motywacji

Są takie dni, kiedy po prostu trzeba to zrobić. Ubrać się w kurtkę, spakować kanapki i ruszyć w góry. Wspólnie z Jankiem od dawna rozmawialiśmy o wędrówkach, aż w końcu nasze plany nabrały konkretów. Decyzja zapadła: robimy Koronę Gór Polski.

Jako pierwsza na celownik wzięta została Jagodna– idealna, by się poznać i sprawdzić swoje możliwości. Zima w Górach Bystrzyckich potrafi zaskoczyć, więc postawiliśmy na prosty szlak z Przełęczy Spalona. Pogoda? Była po prostu bajkowa.

Śnieg leżał już na trasie – puszysty i biały, a co najważniejsze, nie sypał nam w twarz. 

Dzięki temu warunki były idealne. Dla mnie to był absolutny debiut. Powiem wam, to uczucie, kiedy stąpasz po świeżym śniegu jest czymś niesamowitym. Czułem się jak małe dziecko na wielkim placu zabaw. Gdyby nie Janek, pewnie bym tam stał i nie ruszył z miejsca. On zawsze ma w sobie ten spokój, który każe iść dalej. Dogadujemy się doskonale, a w górach to podstawa.






Najważniejszym jednak członkiem naszej ekipy nie był żaden z nas, a nasza Pańcia. To mały maltańczyk – miniaturowe białe futerko, nóżki jak patyczki. Każdy, kto widziałby ją w mieście, pewnie pomyślałby, że to typowy kanapowy piesek, który o górach słyszał co najwyżej z telewizji. Nic bardziej mylnego! Nasza Pańcia to prawdziwy twardziel. Jej małe łapki wcale nie przeszkadzały jej w przedzieraniu się przez zaspy, w których my zapadaliśmy się po kostki. Skakała, biegała, a momentami wręcz frunęła nad śniegiem, jakby ważyła tyle co nic.

I wiecie co? Pańcia stała się naszym motywatorem. W momentach, gdy zaczynamy marudzić i narzekać, wystarczyło spojrzeć na to małe, białe cudo, które bez szemrania pokonywało kolejne metry. Gdyby nie ona, pewnie nie doszlibyśmy na szczyt. Czasem, żeby iść dalej, wystarczy nam coś tak małego, co przypomni, że bariery istnieją tylko w naszej głowie.

Następnym razem, gdy będziecie w górach i zacznie wam brakować sił, rozejrzyjcie się. Może akurat obok was będzie biegł jakiś mały, biały maltańczyk. Wtedy pomyślcie o Pańci. Może i dla was stanie się inspiracją.

Jagodna, zdobyta. Pozostaje wejść na wieże i wyobrazić sobie te widoki. Wiem że trzeba wrócić, w to miejsce kiedy widoczość pozwoli wypatrzeć kolejne szczyty do zdobycia




Schodząc z góry, dla zabawy, stoczyliśmy kilka kul śnieżnych. Nie takich małych, ale tak ogromnych, że we dwójkę z Jankiem nie daliśmy rady ich pchnąć. W końcu co to za zimowa wyprawa bez odrobiny zabawy?



zobacz też relacja taty Janka: link

Komentarze