4/28 Wielka Sowa na Sylwestra – nocne wejście w sercu Gór Sowich

Są takie noce, które pamięta się do końca życia, ale tej nie da się zapomnieć. 31 grudnia 2024 roku, zamiast hucznego Sylwestra na domówce, postawiliśmy na coś znacznie bardziej magicznego: nocne wejście na Wielką Sowę, najwyższy szczyt Gór Sowich, należący oczywiście do Korony Gór Polski. Razem z moim przyjacielem Jankiem, jego bratem Kamilem i naszymi rodzicami a także naszą niezastąpioną Pańcią, ruszyliśmy na szlak.

Nasza przygoda rozpoczęła się późnym wieczorem, kiedy w małym Czarnym Potoku zapadła już absolutna ciemność. Wszyscy inni szykowali się do wznoszenia toastów, a my z plecakami na plecach i czołówkami na głowach ruszyliśmy w górę. Oświetlony tylko wąskim snopem światła, zielony szlak wydawał się jeszcze bardziej tajemniczy niż za dnia. Każde skrzypnięcie buta na śniegu, szum wiatru w drzewach i odległy rechot sowy nabierały nowego znaczenia.

Wędrówka w ciemności ma w sobie coś pierwotnego. Całkowicie skupiasz się na każdym kroku, na własnym oddechu, który zamienia się w obłoki pary, na świetle, które rzuca fantazyjne cienie na poskręcane drzewa. Nasze latarki rysowały na śniegu abstrakcyjne wzory, a my, czuliśmy się jak uczestnicy jakiejś tajnej, górskiej misji.

Już praktycznie od samego początku potrzebne były raki. Szlak był niesamowicie zlodowaciały, a jedyną istotą, która swobodnie sunęła do przodu, była Pańcia. Ta mała, nieustraszona bohaterka z napędem 4x4, biegła bez kolców na łapach, a my z zazdrością patrzyliśmy, jak z łatwością pokonuje oblodzone odcinki.

W końcu udało nam się zdobyć szczyt. Było strasznie zimno i wiało, ale satysfakcja z wejścia na kolejny szczyt KGP, w takich warunkach, była tak ogromna, że mróz zszedł na dalszy plan. Na samej górze zrobiliśmy krótki postój. Łyk gorącej herbaty i małe co nieco jeszcze ze świątecznego stołu – idealny posiłek dla zdobywców.

To była niesamowita przygoda, a jednocześnie dowód na to, że cele osiąga się łatwiej z odpowiednimi ludźmi. Zamiast hucznego Sylwestra miałem najpiękniejszy możliwy początek Nowego Roku, w towarzystwie przyjaciół i z kolejnym zdobytym szczytem KGP.

Przeczytaj też relację taty Janka z tego wyjścia: link

Komentarze