2, 3/28 Skalnik i Skopiec, czyli góry w cieniu przyjaźni
Nawet nie przypuszczałem, że nasze wyprawy nabiorą takiego tempa. Opowieści o zdobyciu Jagodnej znają już chyba wszyscy w szkole, więc nadszedł czas, by dostarczyć im nowych wrażeń. Planujemy kolejną wyprawę, ale gdzie? Pogoda nas nie rozpieszczała, ale nasz główny meteorolog, tata Janka, wskazał nam Rudawy Janowickie, jako góry, w których ma być w miarę spokojnie. Skoro Rudawy, to oczywiście Skalnik, a przy okazji i Skopiec.
Nasza trasa zaczynała się od dawnego schroniska Czartak. Plan był prosty, a ekipa w sile. Janek od razu "przykleił się" do Pańci, która stała się jego cieniem. Ja, jak zwykle, miałem swoją wizję szlaku, trochę inną niż ta wyznaczona. Niebieski szlak poprowadził nas do góry, przez gęsty śnieg, który leżał w lesie.
Pierwszy, mały kryzys przyszedł na Ostrej Małej. Janek trochę się buntował, bo przecież celem był Skalnik. Kiedy na chwilę odebraliśmy mu Pańcię, by ją dogrzać, nasz mały wędrowiec "zawiesił się". To nie tak miało być!
Na szczęście szybko odzyskał swoją psią przyjaciółkę i humor wrócił. Jak tylko usłyszał, że idziemy na szczyt, pomknął za pieskiem, który z godnością i odwagą prawdziwego "górala" przemierzał szlak. Na szczycie Skalnika Janek, jak na prawdziwego dżentelmena przystało, przytulił Pańcię, bo przecież było jej zimno. Dobrze, że szybko zauważył też pieczątki, które stały się dla nas celem numer dwa.
Schodząc, bawiliśmy się w "krokodyla", a nasz śmiech niósł się po lesie. Byliśmy tak zajęci zabawą, że nawet nie zauważyliśmy, jak szybko dotarliśmy do auta. Skopiec, nasz drugi cel, był w chmurach, ale to nas nie zraziło. Zrobiło się zimno, więc przyspieszyliśmy. Janek znów miał lepiej, bo był ciągnięty przez Pańcię. A ona, bez strachu, prowadziła go po szlaku. Po zdjęciu przy totemie ruszyliśmy na niewielki szczyt Skopca.

.jpg)


zobacz też, relację taty Janka: link













Komentarze
Prześlij komentarz